Włodzimierz Witkowski

Rok 1987, słynna wystawa poświęcona sztuce i ogólnie kulturze huculskiej w Muzeum Okręgowym w Radomiu. Byłem wówczas od kilku zaledwie dni świeżo upieczonym absolwentem architektury na Politechnice Łódzkiej. Cykl Na wysokiej połoninie, a w zasadzie jego drugi tom, Zwadę, podsunęła mi koleżanka – polonistka i poetka, Joanna Więckowska. Powiedziała po prostu: „Masz to przeczytać, bo to ważne! Najpierw Zwadę, bo dla Ciebie – inżyniera – będzie łatwiejsza. Potem dostaniesz następne tomy”. I tyle.

Wcześniej interesowałem się trochę Łemkami. Im właśnie poświęciłem swój dyplomowy projekt magisterski – Łemkowski Ośrodek Społeczny w Bartnem. Sporo też wędrowałem po Beskidzie Niskim, odwiedzałem łemkowskie chyże, cerkwie i miejsca po nich, nieistniejące wsie.

Książka Vincenza okazała się dla mnie, tak samo jak sztuka huculska, odkryciem. Połoninę czytałem, smakując ją – powoli i z przerwami. Z początku nie była to lektura łatwa, zwłaszcza że wtedy jeszcze bardzo słabo orientowałem się w topografii samej Huculszczyzny, nigdy tam nie będąc. Ba, stanowiła poznawanie świata, który przedtem w zasadzie w ogóle nie istniał w mojej świadomości. Przypuszczam, że podobnie rzecz wyglądała w przypadku moich rówieśników, urodzonych w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych XX wieku. Byliśmy pokoleniem, dla którego Kresy wydawały się rzeczywistością odległą o lata świetlne (i to mimo że mój Ojciec pochodzi z Wilna). Dopiero po jakimś czasie zdołałem wejść w charakterystyczny rytm prozy Vincenza, zachwycony jego poetyckością. Nie wiedziałem jednak, że Huculszczyzna – nie ta zmitologizowana i magiczna z Połoniny, ale żywa i prawdziwa – istnieje naprawdę i że wiele cech jej archaicznej kultury zachowało się do dziś.

Pamiętam, jakie ogromne wrażenie zrobił na mnie – architekcie – opis grażdy Szumejów na Jasienowie, umieszczony na początku Prawdy starowieku. Pamiętam też, jak bardzo sugestywne wydawały mi się fragmenty dotyczące wyrębu lasu i spławu drewna. Szokowało mnie, jak fantastycznie zorganizowany od strony gospodarczej był to system. Mój podziw budziła również organizacja społeczna huculskiego świata, w którym wszystko miało swój porządek. Przemysłowy wyrąb stał się zarazem wyłomem w spoistości tegoż świata. Zwadę kończyłem z bólem, jaki towarzyszy świadomości nieodwołalnego końca jakiegoś aspektu kultury.

Kolejne części Połoniny czytałem dużo później i – nie ukrywam – żadna z nich nie wywarła na mnie tak ogromnego wrażenia jak dwie pierwsze. Silnym przeżyciem okazały się zaś również Dialogi z Sowietami, ale działo się to już wówczas, gdy Huculszczyznę znałem z autopsji, a i Kresy były mi czymś bliskim.

W Połoninie poszukiwałem zawsze zapisanych słowem aspektów kultury materialnej Hucułów, tym bardziej że zająłem się ową kulturą (a dokładniej: architekturą) w sposób zawodowy. Zacząłem to dzieło traktować jako swego rodzaju przekaz źródłowy – pozbawiony przypisów, ale będący relacją naocznego świadka (całkowicie prawdziwą, nawet jeśli opracowaną literacko). Najdziwniejsze i najpiękniejsze zarazem jest to, że świat omawiany przez Vincenza wciąż daje się TAM odnajdować.

Mam wrażenie, że Połonina w ogóle zadecydowała o moich dalszych losach zawodowych. Na przełomie kwietnia i maja 1991 (czyli jeszcze za czasów Ukrainy Radzieckiej) po raz pierwszy pojechałem na Huculszczyznę i to (dość – trzeba przyznać – bolesne) zetknięcie się z Huculszczyzną prawdziwą, lecz upodloną przez władzę sowiecką, niewątpliwie wpłynęło na moje dalsze działania. W 1991 r. byłem tam jeszcze raz – latem, na miesiąc przed uzyskaniem przez Ukrainę niepodległości, wędrując przez Góry Pokuckie i przez pasmo Czarnohory.

W 1995 r. po raz pierwszy udałem się na Ukrainę z moimi studentami i tak się rozpoczęły trwające do dziś Wyprawy Naukowe Studentów Architektury Politechniki Łódzkiej w Karpaty Wschodnie – „Huculszczyzna 1995–2012”. Było ich dotychczas 15, obecnie szykujemy kolejną. „Wywiozłem” TAM już ponad 200 osób.

W trakcie wyjazdów dokumentujemy pomiarowo i fotograficznie tradycyjną huculską architekturę: początkowo ludową, a dziś (i od wielu już lat) sakralną. Napisałem na jej temat kilka artykułów, uczestniczyłem w dwóch projektach dotyczących kultury pasterskiej, wziąłem udział w opracowaniu książki zawierającej relacje cudzoziemskich podróżników po Huculszczyźnie i Pokuciu. Temu pierwszemu regionowi poświęcony był mój doktorat, zatytułowany Architektura drewniana Huculszczyzny. Budowle świeckie, obroniony na Wydziale Budownictwa, Architektury i Inżynierii Środowiska Politechniki Łódzkiej w 2004 roku. Cerkwi huculskich będzie dotyczyła praca, która właśnie powstaje i która – mam nadzieję – przyczyni się do uzyskania przeze mnie tytułu doktora habilitowanego.

Nie da się ukryć, że wszystko to zawdzięczam lekturze Wysokiej połoniny i fascynacji, jaka z tejże lektury wynikła.

 

Praca naukowa finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego
pod nazwą "Narodowy Program Rozwoju Humanistyki" w latach 2012-2015

© Copyright 2012 -2018 by Uniwersytet Wroclawski

Realizacja: RED Agencja interaktywna Wrocław