Monika Serafin

Z pisarstwem Stanisława Vincenza po raz pierwszy spotkałam się w liceum. Nie był to jednak kontakt stricte literacki. Od samego początku jego nazwisko naznaczone było dla mnie szerszym kontekstem. Można rzec, iż wszystko rozpoczęło się od gór i od teatru.

Nie wychowałam się w górach, były one jednak obecne w moim życiu od najmłodszych lat. Przede wszystkim Beskid Śląski, Żywiecki i Mały. Zarażona uporem wędrówki przez dziadków w dzieciństwie, jako dorastająca osoba dość szybko przekułam tę pasję w coś poważniejszego. Z czasem pojawiły się Beskid Niski i Bieszczady, z całą ich wielokulturowością w tle. A potem – Karpaty Wschodnie (w tym Huculszczyzna). W końcu zaś dalsze podróże krajo- i kulturoznawcze: Armenia, Kaukaz, Ałtaj.

Teatr zaczął odgrywać w moim życiu istotną rolę równolegle – za sprawą pewnego wyjątkowego człowieka, Bogusława Słupczyńskiego. Stworzył on studio teatralne, u którego podstaw leżała idea zespołowości Konstantego Stanisławskiego oraz koncepcja teatru zaangażowanego i – jeśli można go tak nazwać – „antropologicznego”, tj. zainteresowanego pokładami wielokulturowości. Dopełnienie działań teatralnych stanowiły projekty społeczno-kulturalno-artystyczne Stowarzyszenia na rzecz Odnowy i Współistnienia Kultur „Sałasz”, realizowane na polsko-ukraińskim pograniczu w dolinie rzeki Osławy. Za tę aktywność Słupczyński wraz ze stowarzyszeniem w 2012 roku został nominowany do nagrody im. Jerzego Giedroycia.

Vincenz pojawiał się w działaniach projektowych stowarzyszenia i teatru w sposób mniej lub bardziej ewidentny. Odkrywaliśmy go zespołowo – m.in. organizując tzw. Karnawały Karpackie oraz realizując z polsko-ukraińską młodzieżą z okolic Sanoka warsztat teatralny zakończony spektaklem zatytułowanym Dobosz czy spotkania literackie z Tarasem Prochaśką, który niedawno przetłumaczył pierwszą część cyklu Na wysokiej połoninie na język ukraiński.

Odkrywałam Vincenza także prywatnie – pod koniec liceum, poprzez zmierzenie się z lekturą tetralogii po raz pierwszy, oraz przez dalsze zgłębianie jego dzieł na studiach kulturoznawczych, filologicznych i teatrologicznych. A przede wszystkim przez podróże, eksplorowanie przestrzeni i jej związków z szeroko rozumianą kulturą człowieka.

Lektura Vincenza – w szczególności Połoniny, esejów oraz notatnika Outopos – towarzyszyła mi w różnych momentach życia, zarówno tych łączących się z przygotowywaniem rozpraw dyplomowych, jak i tych bardziej intymnych, w których teksty i myśli mistrza z Bystreca penetrowałam raczej w praktyce niż w teorii: doświadczając przestrzeni, podróży, spotykając ludzi w drodze.

Z pewnością ze względu na napisane prace dyplomowe szczególnie interesuje mnie sfera Vincenzowskiej poetyki – tej rozumianej dosłownie oraz tej wykraczającej poza tylko literackie konotacje. Dzieło autora huculskiego cyklu, sposób, w jaki postrzega on i opisuje świat przyrody i krajobraz oraz w jaki ich doświadcza, były i są dla mnie rodzajem punktu zaczepienia, od którego mogę śledzić i poszukiwać innych pisarzy – poetów przestrzeni, oraz badać jej doznawanie w rzeczywistości. Huculszczyzna pozostaje tu swego rodzaju bramą otwierającą na takie przeżycia. Mam na myśli, oczywiście, przestrzeń nieskażoną zbytnio przez cywilizację, w jakiej odszukać możemy, z większym bądź mniejszym sukcesem, tradycyjne kultury i mechanizmy odczuwania związków z naturą.

Szczególnie interesuje mnie także pojmowanie przez Vincenza krajobrazu jako tła dziejów, jako wyjątkowego tekstu kultury, a zatem jego rola kulturotwórcza. Równocześnie niezwykle istotne pozostaje dla mnie to, co autor Połoniny nazywa „wiedzą jesienną”, która w znakomity sposób przedstawia tradycyjny model poszerzania indywidualnej znajomości świata i człowieka, oparty na swoistej organiczności i specyficznej hermeneutyce. Warto tu przytoczyć choćby cytat ze wstępu do ankiety: „wtedy dopiero możemy zasymilować książkę, jeśli zaczniemy sobie przypominać, co wiemy sami z siebie, z głębi duszy, jeśli zaczniemy uczyć się od siebie samych”. Ta wizja przyswajania literatury zaintrygowała mnie przede wszystkim w momencie, kiedy zajmowałam się zagadnieniem wychowania przez Sztukę i Pogranicze.

Sądzę, że można powiedzieć, iż dzieło Vincenza wpłynęło na mnie w wyjątkowy sposób. Świadczą o tym nie tylko tematy moich prac pisanych na studiach oraz chęć dalszego zgłębiania zagadnień związanych ze szczególnym rodzajem stosowanej przez Vincenza geopoetyki, ale i praktyczne działania w dziedzinie teatru czy edukacji kulturalnej oraz charakter podróżowania – poznawania świata (tego bliższego i dalszego). Najcenniejszy według mnie pozostaje kod empatycznego i całościowego postrzegania rzeczywistości, jaki Vincenz przekazuje uważnemu czytelnikowi. Każdy, oczywiście, odnajduje go po swojemu i inaczej. Oraz tylko jeśli tego chce.

Sądzę, iż m.in. dzięki badaniu tekstów Vincenza, ich odkrywaniu (dla samej siebie) stałam się bardziej czujna. Przede wszystkim jako człowiek, ale i jako ktoś, kto świadomie zajmuje się działaniami w przestrzeni szeroko rozumianej sztuki czy kultury. Nie ma bowiem nic bardziej stratnego i złudnego w dziedzinie aktywności artystycznej, edukacji czy – szerzej – humanistyce, aniżeli ślizganie się po powierzchni. Myślenie zgodne z duchem pism Vincenza nie pozwala na taki luksus.

Praca naukowa finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego
pod nazwą "Narodowy Program Rozwoju Humanistyki" w latach 2012-2015

© Copyright 2012 -2018 by Uniwersytet Wroclawski

Realizacja: RED Agencja interaktywna Wrocław